„Cała w trawie” Dżem

Wyrzucałam dzisiaj stare kalendarze, jak to przy nowym roku. Niektóre naprawdę stare, z dziesięć lat przeleżały na szafie. I w jednym z nich znalazłam listę piosenek, zwykły słupek tytułów, bez żadnego wytłumaczenia, a wśród nich – „Cała w trawie”. Zawsze wydawał mi się trochę żenujący ten wers z piosenki „Forever Young”: So many songs we forgot to play, bo wydawało mi się, że muzyki, takiej, którą się gra, która gra w tobie, nie da się zapomnieć, a jednak, ja zapomniałam o „Całej w trawie”. Według kalendarza 11 lat temu była dla mnie szczególnie ważna, a od tego czasu w ogóle o niej nie słyszałam, nie myślałam, nie wspominałam, nie słuchałam. Nie potrafię sobie odpowiedzieć jak można zapomnieć o takiej muzyce:

 

Ta piosenka przypomina w jak dużej części składamy się z nierzeczywistych zdarzeń, które czynią nas prawdziwymi… (i tu w wykropkowanym polu każdy może dopisać swój podmiot „liryczny”:) … cierpiętnikami, poetami, idiotami…). To jest taki szczególny utwór o stracie, w którym wszystko wydaje się być pozbawione tragedii – spokojne, rozmarzone, piękne i tylko takie w lekkim odcieniu smutku. Bo takie straty nie mają tragicznych fabuł, one w ogóle nie mają fabuł. „Cała w trawie” jest o stracie wyimaginowanej, która realnym bólem rozsadza duszę. Lepiej mi się jej słuchało w minionej dekadzie, gdy tego nie wiedziałam.

 


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *