„Troposphere 13” Jupiter Okwess

Tym, czym Jupiter Okwess zaskarbia sobie uwagę słuchaczy, jest ogromna pasja, z jaką wyraża swoją muzykę. Nie można zignorować tej płyty, bo to, jak śpiewa Jupiter Bokondji, jak gra cały jego zespół (Montana Kinun, Yende Balamba, Eric Malu-Malu, Richard Kabanga, Blaise Sewika) ujmuje w sposób, który trudno zapomnieć.

Płyta rozpoczyna się od ballady, co już samo w sobie jest niezwykłe, zważywszy na to, że tego typu utwory zazwyczaj traktuje się jako „smutne pożegnania” i wieńczy nimi płyty. Jupiter Okwess na „Troposhere 13„, dla odmiany, smutno się wita, piosenką „Pondjo Pondjo”, balladą w klasyczny sposób „wykończoną” smyczkami (Warrena Ellisa), ale awangardowo wykrzyczaną – jak oskarżenie czy żal. Nie czuć w niej jednak smutku. Tym bardziej nie ma go w „Musonsu”, które po balladzie funkująco zaprasza do tańca.

Atmosfera czystej rozrywki trwa krótko, w kolejnej piosence – „Ngandjo” – Jupiter Okwess prezentuje takie instrumentalne popisy, że wie się już na pewno, że to jest poważna muzyka i poważni artyści. To przeświadczenie tylko tylko potęguje „Bengaï Yo”. Nie często spotyka się muzykę, w której tak wiele do zagrania ma bas i żeby grał to aż tak barwnie. Ma się wrażenie słyszenia jakiejś szczególnej sekcji rytmicznej, która brzmi melodyjnie. Chyba w „Lourds” Jupiter Okwess osiąga szczyt tego efektu. I tak, zaskakująco, u szczytu będąc, tę płytę kończy. Ciekawe, ale właśnie ostatni – „Nzele Momi” – jest takim typowym utworem otwarcia, z ogromnym ładunkiem energii, łatwym refrenem, muzyką, która dosłownie porywa i rozbudza pragnienie na więcej. Niezrealizowane. Bo nie ma już po nim żadnej kolejnej piosenki.

Ma się wrażenie, że „Troposphere 13”, to płyta zagrana od końca, co jest ciekawe, ale nie układ kompozycyjny jest najistotniejszą rzeczą, jaką można o niej powiedzieć. Ważne jest to, że Jupiter Okwess ma świetną sekcję gitar, fascynującego wokalistę i potężną charyzmę, co razem z performerską pasją wywołuje wprost niespotykany muzyczny efekt. A właściwie nie efekt (efekt kojarzy się ze sztuczkami), a po prostu – MUZYKĘ. Melodyjną. Rytmiczną. Bogatą. Doskonałą.
I jeszcze ten teledysk, który oglądać można godzinami:

 


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *