21 marca 2026, Kraków, Centrum Muzyki na Woli
W 2018 roku robiłam studia podyplomowe w Krakowie i w weekendy nocowałam czasem w Domu Studenckim Akademii Muzycznej, który oferował niedrogie zakwaterowanie. Pan portier szczególnie zapadł mi w pamięć, który z miną jakby miał dosyć tego wszystkiego, oznajmiał od progu przepraszająco: „Wie pani, oni czasem …. Jakby mocno przeszkadzali, proszę dawać znać”. Poza basistą nie pamiętam, żeby ktoś intensywnie ćwiczył w weekendy. A jednak w 2018 r. na Akademii Muzycznej w Krakowie powstało Amirova Trio, które w minioną sobotę zagrało przesympatyczny, kameralny koncert w Centrum Muzyki na Woli.
Zespołowi w składzie: Julia Amirova (fortepian), Mikołaj Sikora (kontrabas), Patryk Gajda (perkusja), towarzyszyła wokalistka Iwona Karcz-Wojnarowska, której obecność nie była jedynie czymś w rodzaju „atrakcji urozmaicającej”, a pozwoliła lepiej zrozumieć głębię tych utworów. Główny program koncertu stanowiły kompozycje z płyty „Roots”, w oryginale instrumentalne, które jednak, inspirowane pieśniami ludowymi, posiadają w swojej pierwotniej postaci tekst do zaśpiewania. Gdy podczas koncertu usłyszeliśmy go w wykonaniu Iwony Karcz-Wojnarowskiej, to z jednej strony trochę „zdemaskowało” to muzykę Amirova Trio, która w wersji studyjnej wcale nie kojarzy się w pierwszym odczuciu z ludowym repertuarem, a zbiera zachwyty środowiska jazzowego. Słysząc proste teksty ludowych piosenek nie można było mieć już wątpliwości, co to za muzyka i może początkowo trudno było to do siebie dopasować – subtelność brzmienia z dosadnością słów.
Ale bardzo szybko ten szczególny kontrast muzyczno-werbalny nadał kompozycjom Amirova Trio jakby dodatkowego wymiaru, w którym dopiero tak naprawdę w pełni można zrozumieć charakter ich twórczości. Moim zdaniem szczególnie dało się to poznać podczas wykonania pieśni „Dolina, dolina, między dolinami” – poruszającej serce, choć z tekstem, jakby go „na sucho przeczytać” dość trywialnym, przykrym, ale takim, który można by potraktować jak formę „ludowego żartu”. Właściwie większość ludowych pieśni takich jest – nie rozumiemy ich dramaturgii, bo operują prostym językiem, jak z dziecięcych rymowanek. To, czym w swojej twórczości zajmuje się Amirova Trio można by nazwać odszukiwaniem starych ludowych pieśni, by tłumaczyć je na język współczesnej wrażliwości. By opowiedzieć o bólach i radościach tamtych ludzi sprzed lat lepszymi środkami, do jakich oni sami nie mieli dostępu, by zaprezentować jak wielka złożoność uczuć mieści się czasem w prostym rymie.
Świeżo po lekturze „Wegetarianki” Han Kang dostrzegam w tej muzyce nawiązanie do zawartej w tej powieści myśli – trzeba zanurzyć się pod ziemię, by wyrosnąć jako nowy człowiek. Płyta „Roots” też niejako kieruje się pod ziemię, by wydobyć z niej dawną ludowość w rozkwitłej postaci. W tym sensie muzyka Amirova Trio ma bardzo humanistyczny wymiar – wydobywa jakby z podziemi głos nieistotnych ludzi, który przemienia w poruszającą, ponadczasową opowieść o człowieku, w szerokim znaczeniu – gatunku ludzkim.
Nie bez znaczenia jest również to, jak ta opowieść jest wykonywana. A ma to wiele uroku, gdy na żywo widzi się jak zespół pięknie gra razem, jak daje sobie przestrzeń, jak wchodzi w barwne dialogi i solowe wypowiedzi, jak w trójkę tworzy coś jednego a przy tym bardzo indywidualnego. Muzyka Amirova Trio ma też swój wyjątkowy charakter, który słychać w każdym utworze. Jest nim smutno-ciepłe brzmienie, utrzymane w tonie jakim zwierza się komuś prawdę. Tym dodatkowo przekonują, że to co tworzą jest prawdziwe i cenne jak wszystko, co płynie prosto z serca. Bardzo wierzę w to, że przed Amirova Trio są jeszcze długie tasy koncertowe i występy w prestiżowych salach, ich twórczość zdecydowanie na to zasługuje.
