Basia Bulat po raz pierwszy we Wrocławiu

Postaw mi kawę na buycoffee.to

23 kwietnia 2026, Wrocław, Nietota

Powiedziała ze sceny, że czekała na koncerty w Polsce dziesięć lat, ja też. Ona by zagrać, ja by jej posłuchać. I dostałam trzy moje ulubione piosenki: „Infamous”, „My Angel” i „No Control”. Pierwszą z nich niemal zaraz na wstępie, drugą we wzruszającym wykonaniu z przytulaniem instrumentu, którego nie będę zmyślać, że potrafię nazwać (coś jakby pudełkowa harfa), a trzecią na życzenie kogoś z publiczności. Nie umiem znaleźć wspólnego mianownika na odpowiedź na pytanie dlaczego akurat te trzy piosenki szczególnie lubię. Właściwie każda z nich jest inna. Basia Bulat w każdym swoim utworze jest niepowtarzalna i niepodrabialna.

Ja już chyba rozpisywałam się na ten temat i zachwycałam tym, że ona zdaje się mieć cały big-band w głosie, a do tego taką ażurową wrażliwość, że nie wiadomo gdzie ona to wszystko mieści, wydaje się być nieprawdopodobnym, by jedna osoba „robiła” tyle muzyki i to tak pełnej kolorytu, różnorodności, finezji, poezji i mocy. Konrad Słoka, który występował tego wieczoru jako support, powiedział, że jest tu teraz w tym miejscu, bo swojego czasu rzucił zespół punkrockowy i związane z nim niesnaski i uciążliwości, by być sobie samemu sterem i okrętem – na własnych zasadach i samodzielnie tworzyć muzykę jako tulący gitarę one-man band. To jest czasem takie powiedzonko na wyrost, bo jednak ludzie, którzy tak siebie widzą często brzmią po prostu jak solista. Basia Bulat nie. Najwyżej w duecie i z wieloma finezyjnymi instrumentami wytwarza rzeczywiście „bandową” ekspresję, ośmielę się stwierdzić, że nawet w skali stadionowej. Konrad Słoka być może też mógłby osiągnąć taki poziom, gdyby miał takie instrumenty. Piosenki ma bardzo dobre, tylko jednak, zwłaszcza w porównaniu z Basią Bulat, brzmią dość mało wyraziście.

Szczególnie pięknym (wizualnie i brzmieniowo) fragmentem tego koncertu było wykonanie „The Shore” na ponad stuletniej harfie, solo wyśpiewując wzruszający tekst o miłości. Doprawdy zjawiskowo Basia Bulat promuje folkową muzykę, nadając jej statut prawdziwej sztuki i tak roztrzaskując w drobny pył infantylny stereotyp folk-dziewczyny, która na trzech akordach, dwóch rymach i wdzięku zamierza zdobyć światową sławę. Basia Bulat naprawdę na sławę zasługuje. A ja po tym koncercie nie przestałam czekać. Takiej muzyki na żywo nigdy nie ma się dosyć.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back To Top
¿Dlaczego Nie Gra?
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.