„Beverly Hivs” de Myszkins

Postaw mi kawę na buycoffee.to

„Beverly Hivs” – gdy się widzi taki tytuł, to ma się wrażenie, że już się wszystko wie, co będzie można usłyszeć i czego się dowiedzieć. Coś jak płyta z tezą. De Myszkins bardzo poprawnie ją stawia i przekonująco argumentuje. I choć można powiedzieć, że niczego zaskakującego się nie doświadcza za sprawą tej twórczości, która okazuje się być dokładnie tym, czego można było oczekiwać, to jednak warto się przekonać, że tak jest i usłyszeć to… czego właściwie nie chce się słuchać.

Myślę, że w największym skrócie tak opisałabym tę płytę – de Myszkins stworzył muzykę o tym, czego nie chcemy słuchać. Bo jest jak roztrzaskany sen – do niczego się nie nadaje (zarówno w warstwie wyobrażeń, metaforycznej, jak i tej bardziej namacalnej, dosłownej, muzycznej – ani do śpiewania, ani do tańczenia). De Myszkins interesująco udźwiękowił to, co wyobrażone.

Ale nawet z takiego roztrzaskanego snu, czy może lepiej – chorych wyobrażeń (to bardziej pasuje do tytułu płyty) trudno jest zrezygnować, zapomnieć, przekreślić jako głupie. Pozostają wyrzuty sumienia, że coś zawiodło, że się zawiodło, bo jednak chce się wierzyć, że ten sen realnie mógł się ziścić. De Myszkins proponuje płytę bardzo refleksyjną – przede wszystkim krytyczną i prześmiewczą, ale ja w tych tekstach słyszę też nutę rozczarowania, że ten wirus nie jest jednak wzgórzami.


„Beverly Hivs” brzmi jak nagromadzenie klamotów, nie wyobrażam sobie słuchania takiej płyty dla przyjemności. De Myszkins tworzy raczej projekt niż piosenki i w takim sensie jest to udany projekt artystyczny, bardzo mocny punkt wyjścia do zaangażowanej dyskusji o współczesności, popkulturze czy też sztuce nawet. Tylko, że swoją formą, brzmieniem, wyrazem sam sprowadza się do roli klamota (czegoś przyciężkiego, rozwalonego, nie do końca muzycznego) i sprawia, że ma się ochotę posłuchać tej czołówki z serialu, jak to mówią – dla detoksu, by uciec od przygniatającej rzeczywistości złożonej z dobitnie zdefiniowanych rozczarowań.


Zobacz również:
„Anomiometry” de Myszkins
de Myszkins – pierwszy album

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back To Top
¿Dlaczego Nie Gra?
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.