Dużo jest powtarzalności w tej muzyce, takich fraz odgrywanych wciąż na nowo i wciąż tak samo. Ale tak od razu się tego nie zauważa. Extensa umiejętnie wprowadza słuchacza w coś jakby stan iluzji, w którym umykają szczegóły, bo zachwyca efekt. Te powtórzenia zresztą nie są ostentacyjne ani monotonne jak mantra, która z zasady kieruje do wewnątrz, skłania do wsłuchania się w siebie. One są raczej jak echo – ten sam głos powracający rytmicznie, ale za każdym razem odmieniony przez przestrzeń. Taki znajduję klucz do odczytania płyty „Echomora”.
Ta powtarzalność w przestrzeni ma w sobie też coś z wyobrażenia czasu, który gna nie wiadomo dokąd, ale składa się z cykliczność, z czegoś, co teoretycznie da się przewidzieć. Biegniesz i potykasz się o te same momenty. W jakimś wymiarze to, co proponuje Extensa można nazwać brzmieniem codzienności, muzyką wpisaną w rytm życia. Bo w szczególny sposób harmonizuje z odczuciami, gatunkowo jest to post-metal, a jednak nie ma w sobie charakterystycznej dla tego typu muzyki przesady ekspresji czy wymuszonej ekspresyjności. Na „Echomorze” wszystko zdaje się naturalnie płynąć, mieścić pod linią wyznaczającą powierzchnię, łagodnie zmieniać nurty. Nawet utwór „No!$€” sprzyja raczej wyciszeniu niż dokonywaniu destrukcji ciszy.
Bardzo ciekawe to jest brzmienie. Inne od tego, co by mogło się wydawać. I jak każde inspirujące się głębią i przestrzenią – bogate w potencjał do odkrywania w nim coraz to innych znaczeń czy wyrażeń innych emocji. Myślę, że płyta „Echomora” słuchana wielokrotnie może za każdym razem przedstawiać inny obraz twórczości zespołu Extensa. I to zaskakuje, bo przecież wszystko tu tak się powtarza.
