„2EP” BYTY

W zeszłym tygodniu swoją premierę miała druga (jak mniemam, sądząc po tytule) epka zespołu BYTY. Warto jej posłuchać, choć trudno nazwać płytą. W moim odczuciu są to trzy zupełnie różne utwory i każdy z nich mógłby stanowić dobry punkt wyjścia do zupełnie innej płyty.

„River”, stylizowane na coś w rodzaju „pijackiego fałszu”, fantastycznie nastraja do tańca. Ale bynajmniej nie w banalny, rozrywkowy sposób. Jazzująco, dekadencko, zmysłowo, mrocznie, tajemniczo. Zupełnie tak, jakby zapraszało tylko ciebie na jedyną taką imprezę, której nie da się opowiedzieć, ale długo czuje się ją na całej skórze.

„Ivy” dobitnie potwierdza, że ten wyczuwalny w „River” mrok nie był tylko złudnym wrażeniem. Niczym knajpiana diva z filmów noir, wokalistka BYTów wyśpiewuje jakąś przejmującą historię, która nie ma nic wspólnego z tańcem, zabawą, pijackim szaleństwem. Ale wciąż jest nastrojowo, zmysłowo, tajemniczo. Z tym że zatracić się można raczej w kontemplacji niż tańcu.

„22:04” to już czysta kontemplacja o pogłębionym znaczeniu – sześciominutowy utwór instrumentalny. Niczym ścieżka dźwiękowa z dobrego kryminału. Wyeksponowana tajemniczość i niepokój, ale z drugiej strony żywy rytm, jak bicie serca, nawiązujący trochę do „River”.

W sumie, jak to tak opisać, to każdy utwór wynika z poprzedniego, choć każdy z nich wydaje się być z zupełnie innej kategorii. Jest więc pewna spójność, zamysł kompozycyjny całego albumu, ale mimo to, to dla mnie wciąż wcale nie jest płyta, to zaledwie lakoniczna zapowiedź wydawnictwa z prawdziwego zdarzenia. Takiego, które mogłoby być porywające, przejmujące i artystycznie niebanalne. Życzę tego sobie i zespołowi, czekając na pełny album.



 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *