„Age Don’t Mean a Thing” Robert Finley

To jest zadziwiająca historia, w której najważniejszym wątkiem jest wiek głównego bohatera. Tak, we wszystkich nagłówkach, tytułach recenzji i artykułów wszyscy mu to wypominają – 63-latek nagrał swój debiutancki studyjny album. I jeszcze ośmiela się twierdzić, jak w tytule, że wiek nie ma znaczenia. No jak nie ma, jak wszyscy o tym właśnie trąbią? Ja też. Ale ja chciałabym to zrobić w kontekście zdumienia nad tym, jak mogło do tego dojść, że taki artysta nie trafił dotąd do studia. Nie wiem jak funkcjonuje świat i nie wiem skąd bierze się taka muzyka – złożona z dwóch przeciwieństw: banału i geniuszu – dlaczego jest nieśmiertelna? I w swojej prostocie tak potężna. Muzyka, której nie można opisać niczym, poza jej własnym tekstem, bo wszystkie inne słowa wyrażają za dużo i w pewien sposób ją niszczą. Więc niech sam gra i śpiewa, i sam o sobie mówi. Ja milczę. Ale uwaga, to zaurocza.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *