„Music in Exile” Songhoy Blues

Bardzo lubię, gdy ktoś śpiewa w jakimś nieoczywistym dla współczesnej muzyki języku i nie odstawia przy tym ostentacyjnego folku. Na „Music in Exile”, debiutanckiej płycie Songhoy Blues, oczywiście nie da się nie usłyszeć wpływów afrykańskich, ale mam wrażenie, że wszyscy pisząc o niej podkreślają kraj pochodzenia muzyków. Ja nie chciałabym tego robić, bowiem dobra muzyka nie ma krajów ani granic, a jeśli już poddawać ją jakimś podziałom, to tylko na gatunki (czego też nie lubię). A zatem, trzymając się artystycznych kategorii, można powiedzieć, że „Music in Exile” prezentuje współczesną wariację na temat rdzennego bluesa – ascetycznego w środki wyrazu, przejmującego w brzmieniu i o imponujących zdolnościach wstrząsania emocjami.

Jeśli chodzi o emocje, to ciekawa jest kompozycja tej płyty, na której piosenki ułożone są w taki sposób, że emocje opadają. Zaczyna się z wielkim przytupem, bardzo energicznym, przebojowym „Soubour”, a potem muzyka coraz bardziej się wycisza, staje się coraz bardziej kontemplacyjna, liryczna, momentami smutna. Przypomina mi to odbijanie łodzi od brzegu, które początkowo jest wyczerpującą fizycznie czynnością, gdy grzęznąc w piasku spycha się łódź na fale, potem z dużym wysiłkiem wiosłuje się nadając jej odpowiedni kierunek, a w końcu płynie z prądem rozkoszując się pięknem przyrody.

W pierwszych piosenkach na „Misic in Exile” Songhoy Blues obierają kierunek i do końca nie zbaczają z trasy. Nie eksperymentują. W niezmiennym stylu opowiadają wciąż tą samą opowieść. Swoją własną. W swoim języku. Nie wiem o czym. Ale odpływam gdy jej słucham, za każdym razem.

To może być jeden z najlepszych letnich koncertów w Polsce w tym roku. Songhoy Blues zagrają na OFF Festivalu w Katowicach, między 7 a 9 sierpnia. Bardzo bym chciała tego nie przegapić. 

2 thoughts on “„Music in Exile” Songhoy Blues”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *