2 sierpnia 2025, Katowice, Scena Trójki
Berlin Manson grają koncerty jakby rekrutowali ludzi do gangu. Jakby mówili: „słuchaj, by pójść dalej, musisz osiągnąć pewien stopień wtajemniczenia poprzez podzielenie się podobnymi doświadczeniami” – trochę jak na terapii. Wokalista Berlin Manson jednak nie bardzo przypomina terapeutę, szefa gangu również, bardziej szamana czy swego rodzaju guru, który zaklina tłumy. Nieźle mu to wychodzi. Jak również wydobywanie z ludzi tego porozumienia, powstałego na gruncie podobnych doświadczeń, marzeń czy lęków, albo zwykłych frustracji – nawet z tego Berlin Manson potrafią stworzyć oryginalną artystyczną wypowiedź.
Bo myślę, że ich koncert na OFF Festivalu w Katowicach rozpatrywać można właśnie w kategorii wypowiedzi artystycznej. To wszystko jest przemyślane – image pretensjonalnej kapeli z prowincji, teksty na granicy absurdu, muzyka, która parodiuje klubowy trans. Taki zestaw różnych badziewstw. Sądzę, że celowo to gromadzą i ze sobą łączą, by właśnie w takich okolicznościach, jak na koncercie „wyrzygać” to muzyką, dokonując swego rodzaju aktu katharsis. Tak, że myślę, że to jest bardziej twórczość artystyczna, niż zwykły post-punkowy hałas.
Charyzma wokalisty bardzo pomaga ich muzyce, ale nie wynosi jej ponad przeciętność, a raczej sprowadza do relacji z publicznością na poziomie takiego „kumplostwa z osiedla”, podwórkowego gangu i w „podwórkowym slangu” komunikuje się tak, że rozumieją to wszyscy wtajemniczeni. A tych jest dużo. Berlin Manson rości sobie pretensje do bycia swego rodzaju głosem pokolenia. Robi to w bardzo sympatyczny sposób, bo właśnie na podwórku a nie na piedestale i dowodzi, że w tych podobnych doświadczeniach jest coś wartościowego, że „ty słuchaczu naszej muzyki jesteś wartościowy”. Ostatecznie jednak wychodzi z tego pewnie coś jak terapeutyczna sesja. W każdym razie, uważam, że muzyka Berlin Manson w wersji koncertowej może korzystnie wpływać na poprawę kondycji psychicznej.
