2 sierpnia 2025, Katowice, Scena Trójki
Chyba Kombajn nagrywałam jeszcze na kasety. Myślę, że chyba mam gdzieś „na taśmie” pierwszą wersję „Połączeń”, w której to ona włancza przycisk zapachu. Potem to zmienili, gdy popularność przyniosła ze sobą wizerunkowe wymogi poprawnej polszczyzny. Nie nagrywałam długo, bo moja siostra Basia kupiła płyty. A potem wielokrotnie w mediach dało się usłyszeć komunikat, że „nie ma już tego zespołu i on nigdy nie wróci”. To wszystko wydarzyło się za szybko i pójście na koncert Kombajnu Do Zbierania Kur Po Wioskach zostało moim niezrealizowanym pragnieniem, które miało zostać niezaspokojone. Aż tu znienacka w tym roku w mediach społecznościowych OFF Festival Katowice zobaczyłam grafikę zapowiadającą ich w swoim programie i zaniemówiłam.
Mija czas – taką refleksję przyniósł mi ten koncert. Dziewiętnaście lat minęło od premiery „Ósmego piętra”. Sporo ludzi, którzy przyszli wczoraj pod Scenę Trójki miało pewnie mniej lat, albo wystarczająco mało, by nie pamiętać co robiło w 2006 roku. A mi się ciągle wydaje, że to jest nowy zespół. Dla tych ludzi pewnie był. Ale nie mniej było też takich, którzy z napięciem czekali, by razem wykrzyczeć, że nigdy nie będą już musieć bać się o nasz świat. Piękne pragnienie, ale ta obietnica po ponad dekadzie milczenia nie brzmiała już tak wiarygodnie, jak kiedyś. Gdzieś pomiędzy tymi latami był strach, ale jednak takie powroty dowodzą, że ludzie są niezwyciężeni. Można zrobić restart i zacząć na nowo.
Ja znowu im wierzę, jeśli mi to obiecują. Bo oni muzycznie tworzą taki świat, który trudno jest sobie samemu wymyślić, trzeba w niego uwierzyć. Nieobliczalni i bezpardonowi. Bez słów zagrali ten koncert. Była tylko sama muzyka. Mój polonista z liceum, gdy pochłaniały go anegdoty i odbiegał od tematu lekcji zwykł mawiać: „weszliśmy na wyższy poziom abstrakcji”. To właśnie robi Kombajn – wchodzi na wyższy poziom abstrakcji i ludzi tym nieustannie zadziwia, zaczarowuje, więcej – ratuje od zniszczenia przez banał, konwencje, bylejakość.
Na OFF Festivalu zagrali wyśmienity koncert, choć zrobili to po swojemu. Mogliby przecież pożegnać się „Połączeniami”, tak zwykle się robi na festiwalach – serwuje to, co ludzie znają i kończy „mocnym utworem”, by zostawić publiczność z silnym wrażeniem. A oni po tych „Połączeniach”, przy których ludzie zdzierali gardła, „weszli na wyższy poziom psychodeli”, zagrali „Dubrownik” i na koniec „Waniliowe niebo”. Choć w zasadzie był to wymowny finał, bo Kombajn Do Zbierania Kur Po Wioskach na gruncie polskiej muzyki tak pięknie pokazuje drogę bez prawa jazdy, jak nikt. To wciąż jest odważne i inspirujące.
Więc jeśli jednak udało mi się być na koncercie, którego, byłam przekonana, nigdy w życiu nie zobaczę, to może jeszcze uda się z R.E.M.? Może w życiu niczego nie należy wykluczać – to jest też refleksja, jaką przyniósł mi koncert Kombajnu Do Zbierania Kur Po Wioskach podczas OFF Festival Katowice 2025.
