1 sierpnia 2025, Katowice, Scena Perlage
Los Campesinos! powstrzymali deszcz – co sami pozwolili sobie skromnie zauważyć. Ale to nie jest tylko dowcipny komentarz, to wiele mówi o ich muzyce. W pierwszym dniu OFF Festival Katowice 2025 najbardziej nie chciałam przegapić ich koncertu.
Podobnie jak The Cassino, po którym występowali, grają bardzo dobrą muzykę – taką, która przekonuje w mig i bywa, że trafia w najczulsze punkty słuchacza z niewiarygodną precyzją, jednym cięciem. W odróżnieniu od The Cassino, mają szerszy skład. Z siedmioma ludźmi na scenie z łatwością przekracza się gatunki i bawi różnymi muzycznymi stylami. Generuje się inną energię. Ta „generacja” wyszła im znakomicie, bo zaprezentowali to, o co głównie w koncertach chodzi. Los Campesinos! doskonale komunikowali się z publicznością, wydobywając z niej energię, która uderzała w scenę i od zespołu powracała znów do ludzi, i tak w kółko.
Nieprzerwanie i coraz solidniej budowali ze słuchaczami więź, tworzyli wspólnotowość. Swego rodzaju wyrazem tego był moment, w którym na scenie stanęli w ciasnym kręgu przy perkusiście, grając razem zwróceni do siebie twarzami. Muzyka Los Campesinos! jest trochę takim, nienachalnym, manifestem tożsamości, ekspresja koncertu dodaje mu mocy, ale to nie jest taki „manifest z postulatami”, a raczej instrukcja, jak może być dobrze, gdy przechodzimy przez to wszystko razem.
Bardzo podoba mi się ostatnia płyta Los Campesinos!, zagrali z niej sporo utworów, w tym mój ulubiony „Feast of Tongues”, ale też starze piosenki. Bo jak uczciwie podkreślili, kilka razy, są starym zespołem (trzeba było to jasno powiedzieć, bo nikt by nie dostrzegł w nich kandydatów na weteranów). Jednak to był dopiero ich drugi koncert w Polsce, pierwszy zagrali jedenaście lat temu, też na OFF Festivalu. Z pewną rodzaju nostalgią wspomnieli ten moment i to mi uświadomiło, że ja też mogłabym go w podobnym tonie przywołać, bo jedenaście lat temu dostałam swoją pierwszą akredytację na OFF Festival, pierwszą akredytację w ogóle, jako autorka bloga, którego, wydawało mi się, nikt nie czytał.
W 2014 r. nie byłam na Los Campesinos!, nie stworzę porównań. Ale jestem przekonana, że takie koncerty nie powinny wydarzać się co jedenaście lat. Choć może to ta ich unikalność buduje ich moc.
