Myślę, że nie do końca wiadomo, o co w tym chodzi. Brzmi jak fragment większej całości, który jest niewystarczający, by tę całość zrozumieć. Trzy utwory: „Big City”, „Śnię” i „Open Doors”. W dokładnie takim układzie: angielski – polski – angielski. To cały projekt „Pozaakademia” Krysa Blanka. Moim zdaniem w tej przekładance polski jest najlepszy, na pewno pod względem zaangażowania uwagi i pamięci słuchacza. Po przesłuchaniu całości nuci się właśnie Śnię, że kiedyś…
Chociaż jeśliby obiektywnie i rzetelnie oceniać, to „Open Doors” jest muzycznie bardziej wyraziste, i chyba ambitniejsze, „Big City” ciekawsze, zwłaszcza rytmicznie. I żadnemu z tych utworów w zasadzie nic nie brakuje, trudno krytycznie się odnieść. Jednak nie do końca wiem, jak opowiedzieć o nich razem, o czym to jest historia, co właściwie wyraża twórca? Jak połączyć niemal musicalowy rozmach „Big City” z liryczną autentycznością „Śnię” i rockowym niepokojem „Open Doors”?
Zostaje się z wrażeniem, że musi być coś jeszcze, jakieś istotne fragmenty niewygranej muzyki, przestrzenie, które dają szerszy ogląd, brzmienie , które prowadzi głębiej w sferę znaczeń. W każdym razie jest przestrzeń, dużo przestrzeni, na więcej muzyki Krysa Blanka spod znaku „Pozaakademii”.
