O samotności, straceniu, groźbie wojen i śmierci – Smulew nie oszczędza słuchacza „nikt nas nie pocieszy”, śpiewa, i że „wiatr rzuca się po pokoju, gdy zakłada sznur”. A jednak „Proto Punk” nie jest pesymistyczną płytą – nie brzmi, jak coś o rozpaczy. Z przyjemną lekkością (jak na coś w stylu post-punku) wypowiada się o tych „czterech jeźdźcach apokalipsy”. Są cztery utwory na tej płycie: „Starcy”, „Strzeż się”, „Na bezdechu”, „Sznur” – już same tytuły dają wyobrażenie, jaką historię można z nich ułożyć.
A tworzenie opowieści samo przychodzi na myśl, bo „Proto Punk” jest płytą bardzo narracyjną (co nie wydaje mi się częste w tym gatunku muzycznym) i daleką od prostoty formy, prawie bez powtórzeń, z dość bogatym brzmieniem. Świetny saksofon w „Starcach” przykuwa uwagę, w „Na bezdechu” trąbka i waltornia tworzą coś nieoczywistego. Ale w tych wszystkich ciekawych rozwiązaniach, i pomimo nich, Smulew tworzy muzykę, która jest bardzo znajoma, bliska, rodząca dobre skojarzenia. A tym samym, nie ma szans, by rzucała słuchacza w otchłań beznadziei. Zwyczajnie miło się tego słucha.