Jest taki rodzaj muzyki, który wywołuje niepohamowany uśmiech – otwarty, szeroki, jak w japońskich kreskówkach. Nie jest to rodzaj jasno zdefiniowany, pewnie każdy w podobny sposób może zareagować na zupełnie różną muzykę. We mnie taką reakcję wywołała płyta „Reshaping” zespołu HOIST. Dobrą muzykę można opisywać różnymi subtelnościami i apostrofami zachwytu, nie ma jednego kryterium oceny, jest taka, która wzrusza, taka która inspiruje, z którą się coś przeżywa i też taka, która wywołuje uśmiech. Składniowo pasowało by tu, przed tym „wywołaniem” użyć słowa „po prostu”, ale czy to naprawdę takie łatwe? – wywołać w słuchaczu bezwarunkowy odruch, pozbawić go kontroli nad sobą.
Bo trudno właściwie powiedzieć dlaczego tak się dzieje. Gdy człowiek się w ten sposób uśmiecha, to nie bardzo może mówić. Zatyka usta taka muzyka, krępuje głos. Ale to dobrze, bo mówi ona. HOIST już w pierwszym utworze „No Light” wprowadzają nas w dialogi dźwięków. A wiadomo, że dialogi nie istnieją bez postaci, więc to one właściwie tworzą tę muzykę. Postacią na swój sposób jest tu każdy instrument – brzmienie każdego z nich. Postacią, w której odnajdujemy osobowość, z której ekspresji odczytujemy jej charakter, która ma do odegrania znaczącą rolę. Muzyka HOIST pełna jest bohaterów. I oni nie przestają mówić, zajmują swoją rozmową zwłaszcza w „The Brain Squeeze”, gdy uświadamiasz sobie banalną prawdę, że słowo „słuchacz” tobie wyznacza rolę, na zasadzie – ty słuchaczu słuchaj, bo nie masz tutaj nic do dodania.
Nie ma na tej płycie miejsca na przypadkowe głosy, na pokpiwania znudzonego krytyka, na wyliczanki skojarzeń, na nucenia refrenów. Refrenów nie ma, znajomych struktur, w których można by siebie bezpiecznie umiejscowić i z manierą znawcy przewidzieć co dalej. To jest tak monolityczny kawał muzyki, że nie ma jak się do niego wtrącić, rozłożyć na części czy przeoczyć jakieś fragmenty. Ale to też nie jest tak, że HOIST w swojej twórczości wyklucza głos słuchacza, przeciwnie – zaprasza go jako gościa honorowego do tej sceny dialogowej, w której on, z własnej woli, rezygnuje ze wszystkich swoich kwestii, poddając się odruchowi szerokiego uśmiechu bezwarunkowej przyjemności.
