Ta trąbka wszystko zmienia. I przestaje być wiadomo, co to właściwie znaczy. Rozbija w pył melancholię, niweczy delikatność, dodaje majestatu, choć być może wciąż gra tęskną nutę. Bez tej trąbki „Suwalska” Kasi Brzozowskiej to mogłaby być całkiem typowa „songwriterska” piosenka naznaczona wrażliwością i minimalizmem, bazująca na dobrym tekście, nostalgiczna. A tak, to zaskakujące brzmienie wypycha nas ze znanych torów percepcji.
Jest nietypowo i nieoczywiście, mieszają się uczucia i przestaje być do końca jasne czy ta piosenka jest o tęsknocie czy o zachwycie. Stawiam na jedną z tych dwóch opcji, choć może być zupełnie o czymś innym. I nawet mam pomysł o czym – o tajemnicy. A co więcej – podejrzenia, że cała twórczość Kasi Brzozowskiej krąży wokół tajemniczych tematów. Wyjaśni się więcej, gdy pod koniec listopada ukaże się jej debiutancka płyta o tytule jak singiel „Suwalska”. Na razie oprócz niego znane są jeszcze dwie piosenki: „Chodźmy” i „Zaległości”, każda z nich na swój sposób urocza, nieoczywista i pięknie, z delikatnością i pietyzmem wyśpiewana.
Z wielką ciekawością będę czekać na tę płytę. Premiera 22 listopada w klubie La Boheme w Warszawie.
