5 czerwca 2026, Katowice, Scena Śląskie NOSPR
Muzyka do granic wytrzymałości – taki nadałabym tytuł temu koncertowi, gdyby go potrzebował i gdybym sama „bawiła się” w wymyślanie tytułów do blogowych wpisów. W występie Ego Death podczas festiwalu Tauron Nowa Muzyka było coś bardzo siłowego, a jednocześnie tak precyzyjnego, że w zasadzie cały koncert był zagrany na subtelności, na dochodzeniu do granic, na balansowaniu na nich, na tworzeniu złudzeń, że wciąż się jest po „akceptowalnej stronie”. Po stronie sztuki.
Być może był to po prostu przeraźliwy jazgot, zapewne są melomani, którzy tak by to ujęli. Przypuszczam, że fani death metalu zrozumieli z tego więcej, podejrzewam, że na co dzień obcują z podobną wrażliwością. Moją pierwszą odpowiedzią na myśl o napisaniu recenzji tego koncertu był poemat – że nie da się tego inaczej opowiedzieć, jak językiem abstrakcji. (Swoją drogą, to zadziwiające, skąd biorą się ludziom w głowach takie dźwięki). Ona grała na wiolonczeli, on na didżejskich konsolach i wyglądali na scenie dość minimalistycznie, choć siedzieli naprzeciwko siebie jak dwóch rywali w walce.
Było bardzo siłowo, bardzo głośno i agresywnie, jakby rzeczywiście ktoś komuś groził śmiercią. Ale niemal statyczne postacie wykonawców, ich oszczędna ekspresja i w gruncie rzeczy niewielki zasób instrumentów ograniczony do wiolonczeli i elektronicznego sprzętu, brzmienie bazujące na powtarzalności – to wszystko wytwarzało swego rodzaju spokój. I pozwalało usłyszeć w tym olbrzymim hałasie jakby uwieziony w nim ludzki szept, oddech, efemeryczne życie, którego cała ta siła nie jest w stanie zniszczyć.
To był właściwie elektroniczny koncert, nawet brzmienie wiolonczeli wspierały efekty, ale uczestniczenie w nim przynosiło doznanie udziału w jakichś misteriach, czymś bardzo pierwotnym, uduchowionym, odwołującym się do nieoczywistych wymiarów świadomości. Twórczość Ego Death z dużą pewnością można określić mianem muzyki eksperymentalnej. Ten eksperyment głównie odbiorca wykonuje na sobie – jeśli dotrze do granic i wytrzyma, to skończy pod wielkim wrażeniem. Osobiście nie wyobrażam sobie, żebym z jakichś powodów włączyła sobie płytę Ego Death do posłuchania, ale ich koncert jest niewiarygodnym doznaniem. Rekomenduję wszystkim to doświadczenie.



