Da się wyczuć nastrój niemocy. Senność. Lub inne zdefiniowane wedle waszego odczucia przyczyny tego niemożliwego tytułowego rozkwitu. Softcult stworzyły płytę bardzo ładnie i konsekwentnie utrzymaną w jednym specyficznym klimacie. Nawet jeśli jest energiczna, a w wielu fragmentach jest, to ten rockowy pęd i wrzask słyszymy jakby przez firanki z gazy, przez fakturę miękką, mleczną, która tłumi mocne dźwięki i wygładza ostre kształty.
Softcult – nazwa zespołu jest tu jak najbardziej na miejscu. „When A Flower Doesn’t Grow” – tytuł trochę się droczy, jeśli chcielibyśmy pobawić się w szukanie dosłownego sensu w nazwach. Bo niemożliwe jest stworzenie takiego albumu bez artystycznego wzrostu, bez świadomej i konsekwentnie realizowanej wizji autorskiego brzmienia. Softcult nagrały bardzo dojrzałą płytę i bardzo przyjemną w odbiorze. Jej szczególnie dobry fragment to postępujące po sobie utwory: „I Held You Like Glass” i „Queen Of Nothing” (tak, siódme utwory na płycie zwykle są najlepsze 😊).
W zasadzie w całości jest to szczególna muzyka, ale na swój sposób mało wyrazista. Po kilku dniach od przesłuchania płyty „When A Flower Doesn’t Grow” pamiętam, że była ładna, ale nie mogę przypomnieć sobie żadnego motywu, frazy, refrenu, melodii. Może to z przepracowania, a może ta zasłona z gazy o autorskim splocie stworzona została trochę zbyt grubą nicią.
