„The Calving of Inner Glaciers” Henry No Hurry

Tych piosenek jest 14, a każda z nich zasługuje na osobny tekst tylko o niej. Miałam taki zamysł, wciąż odkładałam na później jego realizację, a w końcu przyznaję – przerósł mnie tej projekt. Może i dobrze, bo zagadałabym tę muzykę. A to jest taka twórczość, o której wiele mówić nie trzeba – tylko zatrzymać się i słuchać.

Przypomniałam sobie ten cytat z „Czarodziejskiej Góry” Tomasza Mana: Muzyka budzi czas, budzi nas do najdoskonalszego odczuwania czasu, budzi… Na tym polega jej etyczne znaczenie. Sztuka jest etyczna, o ile umie budzić i stwierdziłam, że o „The Calving of Inner Glaciers” właściwie nic więcej nie trzeba powiedzieć.
Cała twórczość Wawrzyńca Jana Dąbrowskiego jest taka sama – otwiera i budzi, w pewien sposób wstrząsa, choć jest to zbyt histeryczne określenie dla czegoś tak lirycznie delikatnego.

Na „The Calving of Inner Glaciers” sporo jest o strachu, ale jak się tego słucha, to właśnie przestaje się bać.
To jest taki strach jak z kina drogi, który pakuje się w kieszeń i razem z nim, w samotności rusza przed siebie, stawiając czoła wszystkim swoim demonom. Taka amerykańska klasyka – droga, samotny bohater i wolność manifestowana w trudach i zachwytach nad pięknem przyrody. Muzyka Henry No Hurry jest jak amerykańska opowieść też w tym sensie, że wciąż chce się jej słuchać od początku, bo tak prosto, precyzyjnie, a jednocześnie pięknie opisuje ci to, o czym ty sam chciałbyś opowiedzieć.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *