„Paharda” Nürnberg

Brzmienia w stylu cold wave zawsze trafiają w mój słaby punkt. Mogę być nieobiektywna, chociaż wątpię, bym akurat przy tego typu muzyce zachwyciła się byle czym. Przemawia do mnie jej paradoks – oziębłość, która wyraża głęboką wrażliwość, i surowość, która w rzeczywistości zawiera całą paletę intensywnych emocji. Sztuka polega na tym, by „przebić się” przez tę pozorność. Cold wave, jak żadna inna muzyka, opisuje odległość, tęsknotę i dzielność, takie uczucie, gdy musisz zostawić coś, co bardzo kochasz. Ale nie jest to rezygnacja. To jest muzyka walki, której nie wygra się siłą. Nie wszyscy współcześni post-punkowcy to rozumieją i zanurzają się w tej archaicznej stylistyce zupełnie bez sensu. Nürnberg wykorzystuje ją znakomicie.

„Paharda” przeładowana jest zranionymi uczuciami i postawą walki, atmosferą straty, która jest niesprawiedliwa. Głęboko porusza, ale i przepełnia nadzieją. Jest jak ascetyczna w formie, a dosadna w treści, cięta riposta. I o to właśnie w brzmieniu cold wave chodzi. „Paharda” zostaje w głowie dwa razy dłużej niż się jej słucha, to króciutka, półgodzinna płyta, ale niezwykle „soczysta”, „esencjonalna”, przepełniona treścią do maksimum, utrzymana w tempie, które nie pozwala się od niej oderwać. To muzyka, która absorbuje sobą całą przestrzeń, którą wypełnia i śmiało przenika do wyobraźni, tworząc na te 30 minut szczególny stan umysłu. Za którym się tęskni. Więc się do niej powraca. I tak w kółko. Wypełniam przestrzeń brzmieniem, które jest tylko rodzajem ucieczki. A jednak irracjonalnie wierzę, że kiedyś coś zmieni.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *