„Saffron Hills” Kalle

Zespół Kalle wydał właśnie album „songs with the acoustic band”. Zaczęłam go słuchać, co było moim pierwszym kontaktem z ich twórczością, ale nie dosłuchałam do końca. Nigdy nie byłam szczególną wielbicielką projektów unplugged, a ostatnia moda na „wszystko symfonicznie” tylko pogłębiła mój sceptycyzm do tego rodzaju projektów. Akustycznej wersji muzyki zespołu Kalle nie porzuciłam jednak dlatego, że znudziła mnie aż do utraty cierpliwości, po prostu zaczęło dopadać mnie coraz silniejsze przekonanie, że skoro „songs with the acoustic band” brzmi tak intrygująco, to pierwotne wersje muszą być jeszcze lepsze. Zostałam przy płycie „Saffron Hills” z 2017 roku.

Ciągle nie mogę się po niej pozbierać, po tym emocjonalnym nokaucie jakiego dokonuje już pierwszą piosenką:

Throwing the stones into the water
I´m listening how birds are singing
Hide you and me, they will not bother
How about you nobody cares

Throwing the stones into the water
I’m staring at clouds before the night
I left my house after the sundown
I found you there leaving my heart

Oni to tak wyraźnie, dobitnie i realistycznie śpiewają, że dosłownie ma się wrażenie, że stoi się właśnie w samym środku tego ciemnego, pustego, zimnego, wilgotnego miejsca, z którego nie prowadzi żadna droga i beznadziejnie, acz rytmicznie, wrzuca się kamienie do wody. Dawno nie słyszałam czegoś tak przejmująco smutnego, a jednocześnie tak pięknego.

Potem już nie jest tak strasznie, można wziąć się w garść, ale ten nastrój rozbitego na drobne kawałeczki serca zostaje do końca. Muzyka Kalle spokojnie, ale odważnie prowadzi słuchacza po obrzeżach najciemniejszych zakamarków ludzkiej duszy, nie wprowadza w beznadziejność, ale dokładnie pokazuje gdzie ona jest, gdyby ktoś chciał, wiedzieć, i rzucić się w tę mroczną przepaść. Ale Kalle nie oferują skoku, paradoksalnie właśnie utwór „Fear”, rozbrzmiewający mniej więcej w środku płyty, uwalnia do strachu i smutku, i ma w sobie pewien krzepiący pierwiastek, który pozwala zacząć sklejać do kupy to, co się wcześniej rozpadło.

„Saffron Hills” to przepiękna, liryczna płyta, bardzo silna w przekazie, chociaż filigranowa muzycznie. Na swój sposób wstrząsająca, dlatego zdecydowanie nie powinno się jej słuchać w stanach złamanego serca, wszyscy znajdujący się akurat w stabilnej sytuacji emocjonalnej powinni być tą muzyką zauroczeni. A „songs with the acoustic band” pewnie niedługo dokończę, jak już będę znać na pamięć „Saffron Hills”.

Im dłużej jej słucham, tym coraz sugestywniej dociera do mnie pewna wizja tej nieudanej zamiany z Bogiem, o której śpiewała Kate Bush, tych wzgórz, które jednak trzeba przebiec… z demonami.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *